Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

ZIN O RPG MAKERZE

Recenzja gry

The Bright Side Of Life
autor: Noruj

(ravenone)

data wydania: 2010
maker: XP
gatunek: ekonomiczna/rpg

DOWNLOAD


1 - Beznadziejna
2 - Marna
3 - Średnia
4 - Dobra
5 - Świetna
6 - Genialna


W tym roku doczekaliśmy się kilku ciekawych rpgów oraz oryginalnych gier logicznych, które w niczym nie przypominają projektów robionych w rpg makerze. Gra Noruja pasuje jak ulał do projektów pierwszego typu. The bright side of life bazuje wszakże na podstawowych grafikach i animacjach. Jednak znacznie różni się od rpgów, w jakie przyszło nam zagrać na przełomie ostatnich miesięcy.

Fabuła:

Główny bohater - Drin, wiedzi beztroski żywot z dala od miasta. Jego spokój zostaje przerwany przez jego przyjaciela Mavarina. Mavarin jak twierdzi, został oszukany przez urzędnika z miasta na sporą sumę pieniędzy. Sam musi zniknąć na jakiś czas, a nasz protagonista miałby przez ten czas zająć się domem bohatera i pomóc mu udowodnić, iż owy urzędnik - Aylon (czyżby świadome nawiązanie do projektu The Inscriptions?) jest oszustem.
Barwny wstęp nie zwiastuje jednak rozległej fabuły ze zwrotami akcji i licznymi zadaniami do wykonania. Stanowi raczej pretekst do ogólnej mechaniki gry.

Grafika:

Jak już wspomniałem na wstępie - grafika w grze bazuje na standardowych zasobach RTP, przez co mocno przypomina poprzednią produkcję autora - Shtampa. Lokacje prezentują się poprawnie, większych błędów nie ma, ale na fajerwerki również nie mamy co liczyć.

Mechanika:

Naszym głównym celem będzie opieka nad domem przyjaciela. Miasto, w którym przyjdzie nam zamieszkać to zaledwie kilka domów, sklep, karczma i trzy domy czeladnicze. Zazwyczaj w małych miasteczkach nic się nie dzieje. Tu sprawa ma się zgoła inaczej. Co kilka dni organizowane są turnieje i konkursy. Zacny burmistrz dba o swoich podopiecznych (czyżby płacili wysokie podatki?), a więc rozrywki nam nie zabraknie. Podczas gry zmierzymy się m.in. w zawodach tańca, walki czy poszukiwania studni na czas. Oprócz okazjonalnych atrakcji możemy także udać się do salonu gier, w którym da się poszaleć na automatach. Tu mamy 3 rodzaje do wyboru - zręcznościówkę polegającą na uciekaniu przed potworami, zabawę polegającą na zgadywaniu liczb czy zwykłą walkę turową. Autor poszedł jednak na łatwiznę i całość jest przedstawiona w prosty sposób. Samą zgadywankę można było ukazać za pomocą talii kart, a rozrywka ta zyskała by dodatkowy smaczek.
Gdy jednak rozrywek braknie czeka na nas szara rzeczywistość, czyli - codzienna praca. Po pracy spada nam wartość energii, możemy ją podładować owocami bądź po prostu pójść spać. Efektywna praca idzie w parze z posiadanymi umiejętnościami - zręczność i łowiectwo, inteligencja i alchemia, siła i kowalstwo. Oba współczynniki powinny rosnąć równomiernie, jeśli chcemy zarabiać coraz więcej. Pomysł na pracę jest ciekawy, ale spodziewałem się wykonywania jakiś czynność (polowanie, wykucie miecza czy uwarzenie mikstury). Tymczasem jedyna wzmianka o naszych dokonaniach ogranicza się do informacji o upływie godziny czasu. Przez takie zabiegi miewałem wrażenie, że autor miejscami poszedł po najmniejszej linii oporu.
Autor świetnie uwidocznił różnego rodzaju statusy naszego bohatera. Gdy jesteśmy wyczerpani obraz miga na czarno, podczas głodu chodzimy wolniej, a gdy wypijemy parę piw... spróbujcie wtedy dojść do domu to zrozumiecie o czym mówię;).
Wracając do żyjącego miasta. Każda postać w określonych godzinach znajduje się w innym miejscu. Pomysł dobry, ale z wykonaniem nieco gorzej. NPC ciągle krążą sztucznie po tych samych ścieżkach, a gdy dochodzi okrągła godzina - nagle znikają i pojawiają się gdzieś indziej. Ten element mógł zostać wykonany nieco lepiej. W dodatku sklepy są otwarte tylko w określonych porach dnia, miejsce pracy dla łowcy na przykład ledwie 3 godziny dziennie. To spore utrudnienie, zwłaszcza, że na początku gry nie mamy zegarka i chodzimy na ślepo od jednych drzwi do drugich i całujemy klamkę. A zwykły czasomierz kosztuje całkiem sporo, bo 60 sztuk złota.

Muzyka:

Noruj chyba większą uwagę przywiązuje do ścieżki dźwiękowej gry niż do oprawy wizualnej. W The Bright Side of Life przeważają nastrojowe dźwięki z Gothica przez co gram, jak sam autor określił, bije pozytywnym klimatem.

Zakończenie:

Długo myślałem nad końcową oceną projektu, bo mi osobiście projekt Noruja nie do końca się spodobał. Z jednej strony świetne, nowatorskie pomysły, a z drugiej przeciętne wykonanie. Za samą ideę gry można by dać mocną piątkę, a za warsztat trójkę, dlatego ogólna ocena jest wyważona po środku. Niemniej The Bright Side Of Life to pozycja, którą każdy ciekawy makerowiec powinien zaliczyć.

PLUSY:
- żyjące miasto
- statusy bohatera
- liczne konkursy
-nowatorskie pomysły

- MINUSY:
- przeciętne wykonanie
- nie dla każdego
- częste całowanie klamki


FABUŁA: 4/6
GRAFIKA: 4/6
KLIMAT: 5/6
MUZYKA: 4/6
MECHANIKA: 3/6

ŁĄCZNA OCENA: 4-